maj 9

W stronę Newy

To był labirynt. Ulice Petersburga są niekończącą się pajęczyną. Szedł wzdłuż wybrzeża za nią. Zbliżał się już wieczór. Z jednej strony mijali go jacyś wariaci jeżdżący na hulajnogach, z innej napakowani Ruscy, ze złotymi łańcuchami na szyi i blondynkami obok w panterkowych kożuszkach w środku lata. A ona była inna, normalna. Miała delikatną lnianą sukienkę, skórzaną brązową torebkę, która wyglądała jak po babci, rude rozczochrane, kręcone włosy i baletki białe na stopach. Jakaś bardziej lekka i wyzwolona niż wtedy. I ten paradoks zdecydowana, ale i lekka zarazem go przyciągały, więc szedł, choć nie miał pojęcia dokąd i dlaczego. Są kobiety, które przyciągają bez powodu. Ktoś powiedział mu kiedyś, że tajemnica to jest sedno tajemniczego wdzięku i dokładnie o tym się przekonał teraz, stąpając po jej śladach. Ale ona tego nie wiedziała, myślała, że nie może nikt jej śledzić, bo ona już na nic nie czeka. Szła bezradnie i to była ta tajemnica. W niej była rezygnacja, ale pełna złudnej nadziei, że za sto lat coś się zmieni, że wody Petersburga przestaną dopełniać jej łzy.

Serce miasta

Władimir Sorokin pisał w Moskwie, że każde miasto ma swoje serce, które można zdobyć. Serca jednych miast oddają się jak kobieta, raz szybko, innym razem wolniej, a serce samej stolicy Rosji, jest dla każdego inne. Nie można go poznać w określonym czasie tak samo. Dla mnie to Patriarsze Prudy i stacja metra Barrikadnaja z nieopodal położonym parkiem i kolejnym „Pałacem Kultury”, w którym nakręcono znakomity sowiecki film Moskwa nie wierzy łzom, a w tytule co bystrzejsi ujrzą frazeologizm z epoki tatarskiej. Moskwa to dla mnie pierwszy stres związany z pracą, gdy siedzę i myślę co przyniesie jutrzejszy dzień w nowym obcym otoczeniu nie w ojczyźnie. Moskwa to pierwsze wrażenie w metrze, ten wiatr, który przyprawia mnie o dreszcze za każdym razem tak samo, gdy zbliża się lokomotywa z resztą wagonów i ten tłum na Kijewskiej. Moskwa to marzenie, na które czekałam, choć nie było mi dane od razu i, gdy doszło do jego spełnienia, zauważyłam swoje szczęście, na miejscu, z którego wyruszałam. Tak trudno było wyjechać, a potem to szczęście okazało się złudne. I w takim momencie zdałam sobie sprawę z mojego prawdziwego szczęścia, jakim była Moskwa. Ona jest w moim życiu do końca, jedyna i niepowtarzalna i przestraszona… jak ja na początku.