maj 1

Moja filozofia drogi

Gdyby ktoś kazał zatrzymać się pielgrzymowi zmierzającemu do celu, ten z pewnością by tego nie zrobił. Nawet, kiedy tego celu nie widać jednoznacznie, idący widzi sens wędrówki, czuje, że musi i idzie. Jedni idą, bo widzą światło na swojej drodze, inni nie widzą, ale wierzą, ze coś jest na końcu tunelu, jeszcze inni uciekają, bo boją się czegoś. Wydawałoby się, że nie ma zatem to chodzenie sensu. Nikt nie przekona się o głębi tego zjawiska, dopóki nie spróbuje. Dopóki nie poczuje wiatru na stepach Kazachstanu, szumu nocnego morza w Słonecznej Dolinie, czy zwykłego szelestu leśnej trawy gdzieś w zapomnianej wsi. Zawsze warto starać się zrozumieć, do tego trzeba jednak słuchać tego, kto opowiada lub swego wewnętrznego głosu. Wszystko ma swój sens i czas, trzeba tylko dać się zapomnieć, poddać temu, co czeka nas na życiowej drodze. Każdy ją ma, jedni tkwią w jednym punkcie, ale droga jest, tylko że stanowi mnożące się punkty w jednym miejscu, a każdy z tych punktów to inne wydarzenie. Innych te wydarzenia rozciągają się a jakiejś odległości i droga stanowi wówczas linię. Nie można zatrzymać już idącego, nie można też kazać ruszyć się temu stojącemu.

Zwiedzanie miasta

Trudno zawsze zacząć, ruszyć z miejsca. Wierze wszyscy powtarzali, że do podróży trzeba pieniędzy, doświadczenia. Wszyscy byli przeciw, a ona wierzyła najpierw im, potem z czasem zaczęła i sobie. Zaczęła. Pojechała pierwszy raz i okazało się, że oni nie mieli racji. Banalna historia, ale ile razy sami się boimy sprawdzić, przekonać, wyruszyć na poszukiwania, by odkryć coś, czego nie widziały nasze oczy. Bo tak łatwiej. Wciąż wierzymy chyba jeszcze w to, że świat jest wielkim stołem. Łatwiej posłuchać kogoś, niż siebie, ale, gdy ruszymy już, zastanawiamy się czemu nie zrobiliśmy tego wcześniej. Wiera dojechała do pierwszego miasta. Okradli ją następnego dnia, więc pieniądze były i potrzebne. Nie ukradli jednak wszystkiego, więc przyszło zaoszczędzić, a wyprawa i tak okazała się owocna. Zawsze wydawało mi się, że po dobrym przychodzi złe, a po złym dobre i chyba naprawdę tak jest. Ilekroć słyszę życiowe opowieści, wszystkie sprowadzają się do takiej krzywej. Znów oklepane, ale prawdziwe słowa, o tym, że warto próbować i nie poddawać się, wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze.