mar
6
Rywalizacja między miastami
Ta niepisana zasada rywalizacji międzymiastowej funkcjonuje, choć tematu tego raczej się unika. Bo żaden Radomianin nie przyzna się na łamach mediów do jakiejś ogólno pisanej nienawiści do Kielczan i na odwrót. Zwykło się też przyjmować, że Krakowianie nie lubią Warszawiaków. Gdy już jesteśmy w stolicy Polski nawet nie jako rodowici Krakowiacy słyszymy, że nimi jesteśmy, a na przykład tylko w Krakowie studiujemy lub pracujemy. Takie wizytówki przylgnęły do pewnych miast i chyba prawdą jest, ze Krakowianie zawsze pozostaną pewnym zamkniętym kręgiem krakowskiej bohemy, a Warszawę zawsze będzie się uznawać za środowisko nadętych biznesmenów, którzy kierują się w swoim życiu przede wszystkim karierą. Kraków to skupisko małych klimatycznych barów i kafejek, w które obfituje również stolica, ale gdy wyjść na ulicę Krakowa widać pewne indywidualności ludzie, których Warszawa jest zdecydowanie pozbawiona. Nie należy się zatem obrażać, gdy ktoś klasyfikuje nas i przypisuje konkretnemu miastu, a otwarcie przyznać, że po prostu się różnimy.
Moskwa a Sankt Petersburg
Do podobnych różnic między dwoma wielkimi miastami danego państwa można zaklasyfikować dwa miasta-molochy Rosji: Moskwę i Sankt Petersburg. Choć każde charakteryzują ogromne monumentalne budowle to duchy ich zdecydowanie się różnią, Oto Moskwa sprawia wrażenie bardziej zabieganej społeczności, wielonarodowość jest tutaj tak widoczna, że gubimy się czasem w tym niejednoznacznym tłumie. Turyści i napływowa ludność stanowią duży też procent ludności stolicy Imperium Rosyjskiego z czasów Piotra I, ale w Sankt Petersburgu jakby ci ludzie poruszają się wolniej. Po ich twarzach można wnosić, że nigdzie im się nie śpieszy, a do Wenecji Północy przyjechali wyłącznie po to, by odpocząć i podziwiać zabytki w jakie obfituje Newski Prospekt, poprze chadzać się wzdłuż Newy, popatrzeć na oddające się wielu kulturalnym przyjemnością towarzystwo znajdujące się na placu przy Ermitażu. A spotkać można tu miłośników sportu, jeżdżących na rolkach, deskorolkach, rowerach i hulajnogach. Popatrzeć możemy lub nawet czynnie się włączyć w tańce irlandzkie. Częścią stałą różnych występów tutaj są tańce z ogniem.
maj
9

W stronę Newy
To był labirynt. Ulice Petersburga są niekończącą się pajęczyną. Szedł wzdłuż wybrzeża za nią. Zbliżał się już wieczór. Z jednej strony mijali go jacyś wariaci jeżdżący na hulajnogach, z innej napakowani Ruscy, ze złotymi łańcuchami na szyi i blondynkami obok w panterkowych kożuszkach w środku lata. A ona była inna, normalna. Miała delikatną lnianą sukienkę, skórzaną brązową torebkę, która wyglądała jak po babci, rude rozczochrane, kręcone włosy i baletki białe na stopach. Jakaś bardziej lekka i wyzwolona niż wtedy. I ten paradoks zdecydowana, ale i lekka zarazem go przyciągały, więc szedł, choć nie miał pojęcia dokąd i dlaczego. Są kobiety, które przyciągają bez powodu. Ktoś powiedział mu kiedyś, że tajemnica to jest sedno tajemniczego wdzięku i dokładnie o tym się przekonał teraz, stąpając po jej śladach. Ale ona tego nie wiedziała, myślała, że nie może nikt jej śledzić, bo ona już na nic nie czeka. Szła bezradnie i to była ta tajemnica. W niej była rezygnacja, ale pełna złudnej nadziei, że za sto lat coś się zmieni, że wody Petersburga przestaną dopełniać jej łzy.

Serce miasta
Władimir Sorokin pisał w Moskwie, że każde miasto ma swoje serce, które można zdobyć. Serca jednych miast oddają się jak kobieta, raz szybko, innym razem wolniej, a serce samej stolicy Rosji, jest dla każdego inne. Nie można go poznać w określonym czasie tak samo. Dla mnie to Patriarsze Prudy i stacja metra Barrikadnaja z nieopodal położonym parkiem i kolejnym „Pałacem Kultury”, w którym nakręcono znakomity sowiecki film Moskwa nie wierzy łzom, a w tytule co bystrzejsi ujrzą frazeologizm z epoki tatarskiej. Moskwa to dla mnie pierwszy stres związany z pracą, gdy siedzę i myślę co przyniesie jutrzejszy dzień w nowym obcym otoczeniu nie w ojczyźnie. Moskwa to pierwsze wrażenie w metrze, ten wiatr, który przyprawia mnie o dreszcze za każdym razem tak samo, gdy zbliża się lokomotywa z resztą wagonów i ten tłum na Kijewskiej. Moskwa to marzenie, na które czekałam, choć nie było mi dane od razu i, gdy doszło do jego spełnienia, zauważyłam swoje szczęście, na miejscu, z którego wyruszałam. Tak trudno było wyjechać, a potem to szczęście okazało się złudne. I w takim momencie zdałam sobie sprawę z mojego prawdziwego szczęścia, jakim była Moskwa. Ona jest w moim życiu do końca, jedyna i niepowtarzalna i przestraszona… jak ja na początku.