maj 19

Muzea na brzegu rzeki

Trwające starocie prawdy każdego miasta

Nienawidziła muzeów. One zawsze śmierdziały, często były zatłoczone i te wieczne kolejki do szatni, a na dodatek nudno zaraz po pół godziny się robi i człowieka nosi, ale wyjść nie może, bo nie wypada. Zawsze lepiej wychodziło jej takie łażenie, snucie się ulicami miast, w których bywała. Te kamieniczki, czasem brudne, czasem obsikane, rzadko ładne przyciągały jej uwagę, bo zadbane, odrestaurowane to nie to samo. To już miejsce, bez historii, jak nowa książka. Co innego stara, pomarszczona, zjedzona przez mole, ma swoją duszę i tajemnicę. W takich zaułkach zawsze można zobaczyć coś ciekawego, coś tętniącego życiem, bo prawdziwie mieszkającego na tym skrawku ziemi. Siedząca staruszka na krześle, przed sklepikiem, w którym dawno nikt nie bywał, ma swój niepowtarzalny wymiar. Zakurzony sklep ze starociami, przed którym powystawiane są obdarte krzesła i wytarta kanapa, zardzewiała lampa. Przedmioty, które stoją i trwają tutaj nawet w deszczu. Wiecznie rozwieszone pranie na balkonach i koty albo psy wszędzie się wałęsające, a do tego porozrzucane bezwiednie buty bez swoich właścicieli. To miało dla niej zawsze sens, bo pachniało źródłem, było prawdą, do której zawsze dążyła ona.

Na brzegu

Wszystkie kobiety zawsze za nim szalały. Miał coś w sobie, tak twierdziły. Jedne widziały super bramkarza, inne troskliwego Misiaka, jeszcze inne namiętnego uwodziciela. I każdą kręcił, w sposób jaki lubiła. On myślał, że jest faktycznie troskliwy, przystojny, że w łóżku nie ma mu równego. Zawsze zdobywał, co chciał, bo był pewny siebie. Nigdy nie przeszkadzały mu jakieś drobne uwagi czy aluzje od tych uszczypliwych zazdrośników, jak mylnie sądził. Ale taki nie mógł zginąć. Tacy ludzie nie giną, a ze wszystkim dają sobie świetnie radę. Funkcjonują w świecie bez zarzutu. Ich droga jest wyboista, ale zawsze znajdą sposób, by poradzić sobie z jakimikolwiek przeciwnościami losu. Nic nie było go w stanie wyprowadzić z równowagi, dlatego, że w życiu spotkało go już wielkie nieszczęście, stracił w dzieciństwie w wypadku samochodowym całą rodzinę, więc się uodpornił, na tyle, by widzieć otaczające zło lub niesprawiedliwość, ale naprawiać je z zimna krwią. Tego dnia wsiadł w pociąg, który miał zaprowadzić go do świata prawdy, którą powinien zobaczyć nad brzegiem w niej już wtedy.