lip 29

Miasto to też duża oferta dla tych, którzy cenią sobie rozrywkę. Znajdzie się tam, szczególnie w dużych miastach, coś dla koneserów sztuki wysokiej. Galerii czy wystaw na pewno będzie cała masa, podobnie jak niszowych teatrów i ciekawych koncertów. Znajdzie się też z pewnością opera. Będą też na pewno kina studyjne, w których można obejrzeć niestandardową ofertę filmową. Jeśli jednak nie czujemy się koneserem sztuki wysokiej i amatorem ambitnej rozrywki, jesteśmy w jeszcze lepszej sytuacji. Dla nas miejska oferta rozrywkowa jest praktycznie nieograniczona. Wszystkich klubów, które są w dużym mieście nie bylibyśmy w stanie odwiedzić nawet przez cały rok. Podobnie zresztą dyskotek i co bardziej wartych uwagi lokali gastronomicznych. Z pewnością jest też dla nas co najmniej kilka multipleksów, które oferują nowości filmowe. Niektóre nawet w 3D. Znajdzie się też przynajmniej jeden park wodny. Przy odrobinie szczęścia również kilka centrów rozrywki, w których będziemy mogli pograć w kręgle lub bilard.

Jeśli jesteśmy mieszkańcem miasta, zwłaszcza dużego, to z pewnością w pewnym zakresie jesteśmy też pokrzywdzeni. Mamy zdecydowanie ograniczony kontakt z przyrodą. Nieliczne drzewa na osiedlu często muszą nam zastępować to wszystko czym mieszkaniec wsi czy terenów podmiejski może się cieszyć na co dzień. Nawet jeżeli w pobliżu nie ma zbyt wiele zieleni, to z pewnością, jest w całym mieście kilka miejsc, w których są naprawdę duże parki. Niektóre są po prostu spacerowe. Poza ławeczkami nie będzie tam innych atrakcji, ale taki właśnie mają charakter, są ciche i spokojne. Można w nich miło spędzić czas na relaksie. Są też parki, które mają bardziej rekreacyjny charakter, możemy w nich znaleźć na przykład boiska do piłki siatkowej czy duże place zabaw z małpim gajem dla dzieci. Te parki świetne są do zabawy, do biernego odpoczynku niezbyt się nadają, bo jest tam po prostu zbyt głośno. W dużym mieście parków o różnym charakterze jest co najmniej kilka, można więc z nich swobodnie korzystać, zależnie od nastroju i preferencji.

maj 3

Na moście w pewnym miasteczku

Najgorzej jak się miał zatrzymać. Tak. Albo, jak mu przerwali. Nie ma nic gorszego, jak wybić kogoś z rytmu. Szedł z książka w ręce, szukał ulic, po których przechadzał się jego ulubiony bohater, gdy nagle zadzwonił telefon. To była ona. Tak długo jej nie widział. Rozstali się kilka lat temu, bo mu się najzwyczajniej w świecie znudziła i miasto mu się znudziło. On lubił jeździć, ona stała w miejscu, punkty różnych wydarzeń mnożyły się w jednym mieście, a on czuł, że jego życie to nieustanna wędrówka, taka kolej, ciągła chęć dążenia do celu dalej i dalej, by coś jeszcze w życiu zobaczyć, osiągnąć. I pojechał, ona została. Teraz ja widzi i wie, że nie jest tą z przeszłości, że czas zrobił swoje. Potrzebowała go po prostu więcej na to, żeby zrozumieć to, co on zrozumiał wtedy. On patrzył, trudno było uwierzyć. Wyglądała tak inaczej, jakoś bardziej zdecydowanie, ale i tajemniczo. Stała i patrzyła w dal, zamyślona. Nie miał pojęcia, co robić, ale wpatrywał się w nią, tak jak ona w to, czego on nie widział. A dzień był pochmurny, ona stała na pomoście. Nic szczególnego, on widział tylko morze, ona całe swoje życie.

Rzeka w mieście

To jak patologia na miarę Lolity, gdy widzisz tylko tę jedną lub tego jednego. A czasem to złudzenie, ta pasja. Widzisz jeden punkt długi czas, tylko ten jeden, a potem się okazuje, jak bardzo jest Ci obcy i chłodny. Teraz ona była, jak on wcześniej, zimna, jak kamień, który podniosła z ziemi i podała mu do ręki. On oczywiście nie mógł się niczego domyślić. Newa szumiała, wiatr wiał, było zimno, za chwilę mosty z powrotem się zamkną. On stoi i wpatruje się w kamień, po chwili się odwraca, ale jej już nie ma. Chyba nic nie rozumie nadal i długo nie zrozumie, że powinien zostać właśnie tu, właśnie w Wenecji Północy, wśród zatłoczonego dniem Newskiego Prospektu, i ciągle przekrzykujących się w ofertach kapitanach stateczków w sprzedaży rejsów. Teraz myśli, że czas ruszyć dalej, więc pakuje się kilka dni po tym dziwnym spacerze. Jak zwykle idzie na pociąg, bo pociąg ma duszę, w nim dużo ludzi, a każdy ma swą historię i osobowość. Nic nie stoi na przeszkodzie, by jego życie toczyło się według wcześniejszego schematu, choć on ciągle wierzy, że nie jest komercyjny, potencjalny, zwykły. Pociąg rusza, a on zaczyna kolejną rozmowę z nieznajomym.

maj 1

Moja filozofia drogi

Gdyby ktoś kazał zatrzymać się pielgrzymowi zmierzającemu do celu, ten z pewnością by tego nie zrobił. Nawet, kiedy tego celu nie widać jednoznacznie, idący widzi sens wędrówki, czuje, że musi i idzie. Jedni idą, bo widzą światło na swojej drodze, inni nie widzą, ale wierzą, ze coś jest na końcu tunelu, jeszcze inni uciekają, bo boją się czegoś. Wydawałoby się, że nie ma zatem to chodzenie sensu. Nikt nie przekona się o głębi tego zjawiska, dopóki nie spróbuje. Dopóki nie poczuje wiatru na stepach Kazachstanu, szumu nocnego morza w Słonecznej Dolinie, czy zwykłego szelestu leśnej trawy gdzieś w zapomnianej wsi. Zawsze warto starać się zrozumieć, do tego trzeba jednak słuchać tego, kto opowiada lub swego wewnętrznego głosu. Wszystko ma swój sens i czas, trzeba tylko dać się zapomnieć, poddać temu, co czeka nas na życiowej drodze. Każdy ją ma, jedni tkwią w jednym punkcie, ale droga jest, tylko że stanowi mnożące się punkty w jednym miejscu, a każdy z tych punktów to inne wydarzenie. Innych te wydarzenia rozciągają się a jakiejś odległości i droga stanowi wówczas linię. Nie można zatrzymać już idącego, nie można też kazać ruszyć się temu stojącemu.

Zwiedzanie miasta

Trudno zawsze zacząć, ruszyć z miejsca. Wierze wszyscy powtarzali, że do podróży trzeba pieniędzy, doświadczenia. Wszyscy byli przeciw, a ona wierzyła najpierw im, potem z czasem zaczęła i sobie. Zaczęła. Pojechała pierwszy raz i okazało się, że oni nie mieli racji. Banalna historia, ale ile razy sami się boimy sprawdzić, przekonać, wyruszyć na poszukiwania, by odkryć coś, czego nie widziały nasze oczy. Bo tak łatwiej. Wciąż wierzymy chyba jeszcze w to, że świat jest wielkim stołem. Łatwiej posłuchać kogoś, niż siebie, ale, gdy ruszymy już, zastanawiamy się czemu nie zrobiliśmy tego wcześniej. Wiera dojechała do pierwszego miasta. Okradli ją następnego dnia, więc pieniądze były i potrzebne. Nie ukradli jednak wszystkiego, więc przyszło zaoszczędzić, a wyprawa i tak okazała się owocna. Zawsze wydawało mi się, że po dobrym przychodzi złe, a po złym dobre i chyba naprawdę tak jest. Ilekroć słyszę życiowe opowieści, wszystkie sprowadzają się do takiej krzywej. Znów oklepane, ale prawdziwe słowa, o tym, że warto próbować i nie poddawać się, wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze.